Domek na drzewie
Opowiem Wam historię o mieszkańcu Berlina, który zbudował domek na drzewie. Historia ta zaczyna się w latach 60-tych ubiegłego wieku, kiedy do Berlina przybył główny bohater tej opowieści – Osman Kalin, emigrant tureckiego pochodzenia, który zamieszkał na Kreuzbergu.
Kreuzberg to dzielnica, która po dzień dzisiejszy jest nazywana małym Istanbułem i jest otoczona przez mnóstwo opuszczonych budynków (squatów) ozdobionych różnego rodzaju sztuką(przeważnie grafitti). Podczas budowania Muru Berlińskiego, pan Kalin zauważył, że mur przechodzący niedaleko nabiera łukowatego kształtu i jest tam dość spory kawałek wolnej ziemi. Ziemia ta została porzucona przez Niemiecką Republikę Demokratyczną (GDR), a strona Zachodnia też się nie wtrącała w prawa do niej ponieważ to nie była ich jurysdykcja. Podsumowując była to ziemia niczyja, która została przez

pana Kalina zagospodarowana jako ogródek na warzywa. Z czasem jego ogród się rozrastał i Pan Kalin zdecydował, że postawi tam małą chatkę, która z biegiem czasu przeistaczyła się w domek na drzewie. Kalin Osman zbudował cały ten dom ze znalezionych materiałów, głównie śmieci i w 1989 roku jego budowa się zakończyła. Sama architektura domku jest niesamowita, jest to dom bez kanalizacji oraz prądu, zbudowany w latach 80-tych i stoi po dzień dzisiejszy, a sam jego właściciel tam mieszka. Po upadku muru i zjednoczeniu Berlina, władze chciały tamtędy przeprowadzić drogę, która miała przebiegać przez dom pana Kalina, dlatego jedyną opcją była jego rozbiórka.
Przypominam, że w tamtych czasach na ziemi niczyjej nie wydawali zgody na budowę domu, więc Pan Kalin zaczął być w bardzo nieciekawej sytuacji, a jego dom stał się zagrożony. Właściciel postanowił zawalczyć o swoją własność wszelkimi dostępnymi środkami, z tego co mi wiadomo, odbywały się demonstracje, prasa i telewizja się tym zainteresowała, pan Osman stał się symbolem dla Berlińczyków. Niestety prawnie przegrałby walkę z władzami Berlina, ale w ostatniej chwili przyszedł mu z pomocą kościół katolicki, do którego ta ziemia należy i nie zgodził się na budowę drogi przebiegającej przez ich teren. Sąsiadujący kościół i jego członkowie, którzy lubili pana Kalina i szanowali jego postawę i nieszkodzący tryb życia, pozwoli mu tam mieszkać, aż po dzień dzisiejszy. Po 25 latach od upadku muru ten domek na drzewie jest tam dalej, z ogródkiem i niedaleko przylegającym do niego kościołem, gdzie wisi flaga „Welcome all refugee”. Pan Kalin stał się symbolem walki o swoje, a kościół katolicki pokazał, że może pomóc ludziom innego wyznania, nawet muzułmańskiego.





