Wrak Samolotu Dakota na Islandii
Islandia jest o tyle zróżnicowanym krajem pod względem ciekawych miejsc do zobaczenia, że odwiedzając ją nie można się zdecydować czy najpierw zobaczyć jej 10.000 wodospadów, przejść się po lodowcu lub najdłuższym lodowym tunelem na świecie, czy udać się na plażę, tylko zamiast kolekcjonowania muszelek zobaczyć wrak samolotu Dakota typu C-117.

Właśnie jego historię odrobinę Wam przybliżę. Na islandzkich plażach można znaleźć lub spotkać wiele rzeczy – począwszy od brył lodu, fok, dużej ilości drewna rozrzuconego przez fale, aż po niedźwiedzie polarne, które czasem dryfują aż z Grenlandii na krze lodowej. Oczywiście taki misio idzie później do odstrzału ponieważ, koszt jego wyżywienia i transportu do domu przekracza koszt naboju. Zanim wrażliwsi przestaną czytać i mnie odlajkują na facebooku to dodam, że taki Miś polarny przypływa na tej krze bardzo głodny, a co za tym idzie – agresywny. Czasem jest już w stanie nie do odratowania. Taka polityka kraju.
Zmieniając temat i wracając do tego co jeszcze można znaleźć na plaży – wrak samolotu, który spoczywa w tym samym miejscu już od 1973 roku.

Jak on tam się znalazł?
Z tego, co udało mi się wygrzebać w Internecie, są dwie hipotezy. Pierwsza mówi, że zabrakło mu paliwa, a druga, że to awaria silników. Ja osobiście bardziej bym się skłaniał w stronę awarii silnika ponieważ, startował on z lotniska w Keflaviku, a miejsce awaryjnego lądowania jest jakieś 170 km dalej, a nawet najgłupszy pilot chyba by wpadł na to, że jak się świeci kontrolka z „żydem” w samolocie to wypadałoby zatankować. Wracając do samolotu Dakota. Wylądował awaryjnie na plaży Sólheimasandur, która mieści się na południu Islandii. Nikomu z pasażerów nic się nie stało. Wrak na jakiś czas został przez świat zapomniany.


To dlaczego wrak samolotu Dakota stał się nagle tak popularny?
To wszystko wina Telewizji i mediów społecznościowych. Najpierw pojawił się w paru teledyskach, a potem w jednym z odcinków programu Bear Grylls’a. Później poszło już z górki, a sam wrak znalazł się nawet w przewodnikach jako miejsce, które warto zobaczyć podróżując po głównej drodze krajowej numer jeden.

Jak tam teraz jest?
Współcześni turyści są coraz bardziej krwiożerczy w swoich wojażach. Podróżując po Islandii miałem wrażenie, że wybuchł boom na ten kraj.
Każdy chce go zobaczyć i poczuć się tam jak na księżycu, zobaczyć tą dziewiczą naturę, której jest coraz mniej na świecie. Są tacy, którzy zwiedzają dane miejsce, chłoną je, zapamiętują i ruszają dalej, a są też tacy, którzy muszą wyciągnąć puszkę z farbą i namalować swoje brzydkie hiszpańskie imię na wraku, a w międzyczasie kolega będzie driftował wokół wraku sprawdzając czy terenówka ma dobrą przyczepność. To jest dobry przykład „Nieświadomego podróżowania”.
Wrak jest już na maksa zdewastowany przez odwiedzających, nawet w lutym jak byłem, kiedy nie ma sezonu było około 5 samochodów. Więc jeżeli liczycie na samotne zdjęcie na wraku to musicie poczekać w kolejce. Za to każdemu polecam przejść się po okolicy czarną plażą, która ciągnie się prawie aż po horyzont. Warto, jak będzie słoneczny dzień, usiąść na czarnym piasku i posłuchać szumu fal Atlantyku, rozbijających się o wulkaniczną powierzchnię wyspy.

Komu polecam to miejsce?
Na pewno fotografom, którzy będą zachwyceni możliwościami plenerowymi tego miejsca i do zdjęć krajobrazu jak i portretowych. Definitywnie fajne miejsce, które warto zobaczyć, ale też nie warto za mocno po dachu samolotu skakać. Może on kiedyś zniknąć z mapy atrakcji na Islandii.
Dotarły też do mnie informacje, że lokalni farmerzy zamknęli drogę prowadzącą do tego miejsca. Powodem było właśnie dewastowanie okolicznych terenów przez turystów samochodami z napędem 4×4. Dlatego zanim się tam wybierzesz sprawdź czy jeszcze można.

Jak tam dojechać ?
Naszym głównym punktem jest wodospad Skogafoss, wyjeżdżając z niego skręcamy w lewo w główną drogę krajową numer 1, kierujemy się na Vik. Jedziemy jakieś 6,5 km i wjeżdżamy na most. Za mostem od razu po lewej powinien być znak prowadzący na drogę do lodowca Sólheimajökull . Od tego momentu jedziemy 2 km i patrzymy na prawą stronę wypatrując bramy. Z ulicy brama powinna być widoczna bez problemu, po minięciu jej, jedziemy jakieś 4,5 km po śladach w stronę wraku.
Tak wygląda dojazd do miejsca katastrofy sprzed 40 lat. Dotarcie dla samochodu 4×4 nie sprawi żadnego problemu. Czy można dojechać tam osobówką bez napędu 4×4? W lecie można, tylko trzeba jechać po śladach samochodów. W zimie odradzam dojazd osobówką, no chyba, że macie ubezpieczenie na bogato.
Na sam koniec dodam, że jeżeli się tam wybieracie to proszę nie niszczcie i tak zniszczonego samolotu, niech się tym wrakiem nacieszą turyści przez kolejne 40 lat.
Spodobał się wpis ? Zajrzyj na resztę wspaniałej Islandii

