30
Lip-2012

Jałta – miasto pełne przygód i „życzliwych” ludzi

Uwielbiam nadmorskie miasta nocą. Szum fal rozbijających się o brzeg gwarantuje niepowtarzalny klimat. Moje pierwsze spotkanie z Jałtą odbyło się porą nocną, ponieważ była ona naszym pierwszym przystankiem, na którym planowaliśmy zostać parę dni.

Jałta za dnia. Widok z promu.

Jałta za dnia. Widok z promu.

Po szybkim prysznicu i wskoczeniu w świeże ciuchy udaliśmy się zwiedzić miasto. Do centrum mieliśmy niedaleko, może 10 minut piechotą. Wystarczyło wyjść z ciemnej uliczki i było się w centrum, na tętniącej życiem promenadzie w Jałcie.

Jałta Nocą.

Jałta Nocą.

Promenada w Jałcie wyglądała tak jak w innych nadmorskich miastach, takich jak Split, Brighton, Saloniki czy Heraklion na Krecie. Jak na turystyczne miasto przystało, w Jałcie, wzdłuż ulicy znajdują się szeregi sklepów i sklepików, co jakiś czas Cerkiew a wszystko to dopełniają dźwięki pochodzące z okolicznych imprez. Do tego dodać trzeba klimat. Klimat w Jałcie był taki, że było duszno i parno a wszędzie chodziły stada dziewczyn prowadzone przez samca ALFA, który wyglądał jak gwiazda muzyki disco polo z lat 90.

Było dla mnie niezrozumiałe to, że dziewczyny były poubierane w markowe ciuchy, co świadczy o tym, że mają jakieś pojęcie o świecie mody. A jak widzimy ładną dziewczynę, to stereotypem dostarczanym nam przez zachodnie gazety, bilbordy i reklamy jest fakt, że musi mieć ona równie modnego i przystojnego faceta.

Owszem czasem się jakiś przewinął, ale w większości byli to panowie szczupli, lekko przygarbieni, niscy, z fryzurą na czeskiego irokeza i rzadkim wąsem.

Wygląd ukraińskiego maczo wzbudzał w nas niekontrolowane fale śmiechu ale jednocześnie pytania „What the hell is going on here?”. Zagadki do tej pory niestety nie rozwiązaliśmy.

Na zegarze wybiła północ. Byliśmy zmęczeni podróżą, więc nadszedł czas zjedzenia czegoś z przydrożnej budy. Dla bezpieczeństwa żołądka zdecydowaliśmy się na Yuffkę. i udaliśmy się w stronę świeżo wynajętej chaty.

Jak na lokalizację w centrum Jałty było bardzo tanio. Mieszkanie posiadało dwa przestronne pokoje, kuchnię z niezbędnym sprzętem do gotowania oraz patio.

W cieniu towarzysza Lenina

W cieniu towarzysza Lenina

Następnego dnia nadszedł czas na zwiedzanie, tym razem w świetle dziennym. Wyruszyliśmy z rana, szukając sklepu, w którym da się kupić produkty potrzebne do przygotowania śniadania. Trzymając się głównego deptaka, zrobiliśmy zakupy w postaci bułek i kiełbasy.

Wspomniane wyżej śniadanie :)

Wspomniane wyżej śniadanie 🙂

Śniadanie to zostało szybko skonsumowane na pobliskiej ławce w cieniu, a na dobitkę każdy z nas kupił sobie po lodzie. Kaloriami nikt się przejmował, oprócz Człowieka – Koło, który po zjedzonym lodzie podszedł do najbliższej babuszki z wagą, dał jej Hrywienkę i się zważył.

Człowiek-Koło przed próbą ważenia

Horror miliona kobiet – spojrzeć na wagę, Człowiek – koło takich rzeczy się nie boi

Tutaj też rzecz warta wspomnienia – na ulicach Jałty stoją babcie z wagami, u których można się zważyć. Świetny biznes, ale w u nas raczej by się nie przyjął.

Kolejne godziny upalnego dnia spędziliśmy spacerując po mieście, poznając lepiej  otaczający nas teren. Był czas by posiedzieć w cieniu parasola McDonanlds’a i podjąć męską decyzję gdzie udać się dalej?

Propozycji było wiele, ale ostatecznie podjęliśmy decyzję, że jutro z samego rana udajemy się do Sudaku.

- Krzychu... - Co ? - Jedziemy do Sudaku - OK

– Krzychu…
– Co ?
– Jedziemy do Sudaku
– OK

Jałta i infrastruktura turystyczna miasta nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. Głównym problemem okazała się komunikacja. Tak, będąc daleko w Laosie czy Kambodży szło mi lepiej z komunikowaniem się z ludźmi, u naszych sąsiadów niestety już nie. Przez całą drogę mieliśmy mnóstwo sytuacji typu sprawa załatwiona, „dogadaliśmy się” ale w rzeczywistości tak nie było. Tak jak w Kijowie zachwalałem kuchnię Ukraińską, to w Jałcie ją przeklinałem. Na obiad usiedliśmy sobie w jednej z wielu knajp na deptaku i zamówiliśmy sześć porcji pierogów „pielmieni”. To, co wjechało na nasz stół, mogę opisać jako rozgotowane ciasto pierogów, z dużą ilością zagotowanej wody i mięsem które nie smakowało do końca jak mięso i chyba wolę nie wiedzieć co to było.

Nawet Dexter z Miami przycumował w Jałcie

Nawet Dexter z Miami przycumował w Jałcie

Jak już jestem przy narzekaniu na Jałtę to pociągnę temat dalej żeby do niego później nie wracać.

Główną atrakcję turystyczną na Krymie jest, położony niedaleko Jałty, Pałac „Jaskółcze Gniazdo”. Miała to być atrakcja w stylu „musimy to zobaczyć”, ze względu na prośbę Krzycha. I się zaczęło.

Przede wszystkim, Pałac chcieliśmy zobaczyć z bliska. Niestety „miła” Pani w okienku powiedziała, że jest on zamknięty z powodu renowacji  i można kupić jedynie bilet na prom, który podpłynie niedaleko zamku.  Jednogłośnie zgodziliśmy się na taką formę zwiedzania. Przy okazji kupowania biletów dowiedzieliśmy się, że na prom trzeba poczekać dwie godziny.

Kupiliśmy bilety i ulokowaliśmy się w jednej z wielu knajp na promenadzie. Gdy tak siedzieliśmy nad brzegiem Morza Czarnego, chłopaki wpadli na pomysł, że pójdą się wykąpać. Problem tkwił w tym, że plaży w Jałcie prawie nie ma, tzn. jest mały skrawek kamyczków i ludzi ściśniętych jak naboje w magazynku.

Po dwóch piwach i dwóch godzinach czekania podpłynął nasz prom. Wykończeni czekaniem, bez entuzjazmu wsiedliśmy na pokład.

Część chłopaków usiadła z tyłu promu na przewiewnej jego części, a część w środku z piwami aby podtrzymać tradycję.

I tak ten prom płynął i płynął, lekko mi się przysnęło, z letargu zostałem wyrwany przez przebiegający na prawą stronę promu tłum ludzi.

Podróżuj z pasją - to zdjęcie dedykuje mojemu koledze Krzychowi które namówił mnie na tą wycieczkę :) - świetnie się bawiłem :)

Podróżuj z pasją – to zdjęcie dedykuje mojemu koledze Krzychowi które namówił mnie na tą wycieczkę 🙂 – świetnie się bawiłem 🙂

Okazało się, że jesteśmy niedaleko Jaskółczego Gniazda. Niedaleko czyli jakieś  400 metrów. Zaspanymi oczami próbowałem wpatrywać się tam, gdzie większość mierzyła z kamer HD i cyfrowych aparatów. Po chwili  zauważyłem atrakcję, na którą czekałem cały dzień. Podniosłem aparat, zrobiłem parę fotek po czym aparat podałem Krzychowi żeby porobił  foty za mnie, a ja wróciłem do drzemki. Po powrocie do domu przeglądałem zdjęcia Jaskółczego Gniazda i odkryłem, że ono wcale nie było w renowacji, jak to nam wmawiali przy zakupie biletów, ponieważ na Pałacu widać przechodzących turystów. Ukraina vs Paweł 6 :1.

Jaskółcze gniazdo w całej okazałości

Jaskółcze gniazdo w całej okazałości

Jeszcze nigdy tak szybko nie znudziłem się miastem. Z obiecanego ukraińskiego Las Vegas, zrobiło się kolejne nadmorskie miasto. Gdy przypłynęliśmy z powrotem, każdy podziękował Krzysztofowi za smakowity obiad i wycieczkę do Jaskółczego Gniazda. Krzychu, pewnie jak to przeczyta nie wybaczy mi, że o tym napisałem .  Popołudnie zostało spędzone w cieniu, pod pomnikiem Lenina. Po krótkiej przerwie udaliśmy się do supermarketu Carrefour, który jest w Jałcie bardzo popularny.

Jedzenie i wódka została zakupiona. Czas wrócić do domu i się nawalić. Przy wódce obgadaliśmy plan, że dzisiejszej nocy, na promenadzie odbędzie się runda 2. Trzeba ubrać się ekskluzywnie i  robimy test czy wzbudzimy czyjeś zainteresowanie. Szczub ubrał swoją ulubioną parę sneakersów i udaliśmy się na miasto. Niestety wieczór upłynął nam pod znakiem ciepłej wódki przeplatanej pasmami niepowodzeń – niestety żadna z Ukrainek nie została złapana do kontenera.

Jedyny kontakt, jaki udało nam się nawiązać, to kiedy byliśmy pod McDonalds’em i czekaliśmy na cheeseburgera, jedna z dziewczyn powiedziała „we don’t speak americana” i ugryzła kotleta.ukraina 3.13

Następnego dnia nadszedł czas wyjazdu w bardziej egzotyczne miejsca na wschodzie, do miasta jakim był Sudak. Pierwsza misją był dotarcie na czas, ponieważ autobus wyruszał z rana.

Gdy wpadliśmy na dworzec, panował chaos. Wszystkie perony i nazwy miast były w cyrylicy, a mi zajmuje odrobinkę czasu odkodowanie jego. Z ludzi napotkanych po drodze, nikt nam nie umiał wskazać odpowiedniego peronu, z którego odjeżdża nasz autobus. Odniosłem wrażenie, że Jałta nie chce żebyśmy mieli o niej dobre zdanie. Niestety autobus, który miał na zawieźć do Sudaku pojechał, więc zacząłem na dworcu szukać alternatywnej ścieżki by tam dotrzeć. Zacząłem od wypytania pobliskich kierowców busów, czy któryś z nich udaje się w tamtą stronę. Każdy mógł się udać, ale za odpowiednią cenę. Stwierdziłem, że 40 dolarów od osoby za 116 km to za drogo. Najśmieszniejsze było to, że żaden z potencjalnych kierowców nie chciał przyjąć rozliczenia w ich walucie, chcieli albo dolary albo euro. Niech spadają na drzewo, byłem już wkurzony na takie zachowanie i gościnność w Jałcie, a czara goryczy się przelała podczas zakupu widokówek w kiosku na dworcu.

Kolejne godziny spędzone na oczekiwaniu autobusu widmo.

Kolejne godziny spędzone na oczekiwaniu autobusu widmo.

Poprosiłem o widokówki, które wysyłam znajomym jak jestem w trasie. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że po odejściu od okienka spostrzegłem, że cena na wystawce jest niższa niż ta, którą zapłaciłem.

Jeszcze raz podszedłem do okienka i pokazuje babce moje widokówki i te na wystawce. Pytam się czym się różnią, kioskowa babcia nie za bardzo spieszyła się z odpowiedzią więc spytałem się jeszcze raz ale już z irytacją w głosie. Babcia w kiosku domyśliła się, że spostrzegłem różnicę ceny i z wielkim niesmakiem oddała mi część nadwyżki. Byłem naprawdę wkurzony, a dodatkowo autobus mieliśmy dopiero po południu. Trzeci dzień na Ukrainie, a ja jeszcze nie kąpałem się w morzu i co chwila ktoś chciał mnie naciągnąć na dodatkowe Hrywny tylko dlatego, że jestem obcokrajowcem.

Po południu wsiedliśmy do autobusu z reklamówką pełną piw i ruszyliśmy w stronę Sudaku.

W drodze do Sudaku

W drodze do Sudaku

Tym razem żadna opona się nie przebiła, ani nic się nie zepsuło. Kierowca starym ogórem pruł ile mógł pod górę i z górki. Krymskie widoki z busa były naprawdę niesamowite.  Po  kilku godzinach jazdy dotarliśmy na upragnione miejsce. Było już późne popołudnie. Chłopaki liczyli na szybkie znalezienie noclegu i nie przeliczyli się. Na dworcu na podróżnych czekała chmara babuszek, które zaatakowały nas zaraz po wyjściu z Ogóra.  Staliśmy tak w tłumie ludzi, którzy rzucali coraz niższe ceny za oferowanych pokoje. Byłem na 100 % przekonany, że za godzinę już będę kąpał się w morzu…  bardzo się wtedy myliłem.

Pasja podróżowania

Pasja podróżowania

Gdzieś między Jałtą, a Sudaku

Gdzieś między Jałtą, a Sudaku

Jeszcze raz na zakończenie "Jaskółcze Gniazdo" Dziękujemy ci Krzychu za wspaniałą przygodę :)

Jeszcze raz na zakończenie „Jaskółcze Gniazdo” Dziękujemy ci Krzychu za wspaniałą przygodę 🙂

0

 likes / 0 Komentarze
Poleć ten post:

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o
Pan_Marcin
Gość
Pan_Marcin

Chciałbym tylko dodać, że Szczub myślał na początku, że jaskółcze gniazdo to ten biały budynek po prawej stronie zdjęcia. Dzięki Krzychu!!

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec