07
Sie-2012

Sudak – Początek końca

Po wyjściu z autobusu rzuciło się na nas pełno ludzi z ofertami noclegu. Były to przeważnie starsze babcie. Pomyślałem, że w końcu coś układa się po naszej myśli i dzięki takiej ilości ofert będzie można sobie pozwolić na negocjacje, a już za godzinę rozpocznę oficjalną część wakacji i będę leżał na plaży.

Jeden z przystanków na dworców w Sudaku.

Jeden z przystanków na dworców w Sudaku.

Otaczających nas babuszek robiło się coraz więcej – zwietrzyły zarobek więc zaczęła się walka o klienta. Nagle z otaczającego tłumu dało się usłyszeć głośny krzyk:

– Jesteście z Polski? – ktoś krzyknął z tłumu

– Tak – odpowiedział Człowiek Koło.

– Szukacie noclegu? Mam tanio pokoje, jedziecie?

– Tak – odkrzyknął Człowiek Koło i bez konsultacji pobiegł za oddalającym się Polakiem, zostawiając nas w tyle.

Z doświadczenia wiem, że jak ktoś będąc za granicą mówi do mnie w języku ojczystym i próbuje mnie przekonać, że będzie tanio i super, a głównym jego argumentem jest fakt, że jesteśmy rodakami to nietrudno się domyślić, że chce mnie wyruchać na kasę. Syrena ostrzegawcza w głowie zawyła, ale było zbyt późno by zawrócić chłopaków ponieważ siedzieliśmy  już w busie naszego nowego przyjaciela.

Z szybkiej rozmowy w busie wynikło, że to jednak to nie był nasz rodak, ale Ukrainiec, który mówił dobrze po Polsku z racji, że kiedyś w Polsce pracował. Gdy tak opowiadał i zachwalał nasz kraj, zauważyłem, że oddalamy się od wybrzeża co chyba dla żadnego z nas nie było dobrym rozwiązaniem.

Wkrótce bus się zatrzymał, staliśmy na jednej z ulic, prawie na obrzeżach miasta Sudak, Nasz potencjalny najemca przedstawiał okolicę że tu jest sklep, tam można dobrze zjeść, jednocześnie wprowadzając nas do siebie.

Przechodząc przez taras mijaliśmy większą ekipę wczasowiczów, która robiła sobie obiad, grzecznie skinęliśmy głowami na powitanie po czym weszliśmy po schodach na drugie piętro.

Człowiek Przygoda i Człowiek Koło

Człowiek Przygoda i Człowiek Koło

Gospodarz otworzył pierwszy pokój zachwalając go tak jakby kibel miał złoty sedes. Niestety warunki odbiegały bardzo daleko od tych przez niego opisywanych. Pokój był bardzo mały i były w nim upchane na siłę dwa łóżka. Jakby tego było mało, mieścił się na poddaszu i nie było żadnej klimatyzacji. Czyli gorące dni i duszne noce. Z niezadowoleniem wyszedłem z pokoju, popatrzyłem na horyzont i zauważyłem morze, które było oddalone od nas dobre 5 km.

Zacząłem kalkulować – byliśmy na obrzeżach miasta, w ciasnych pokojach, które porównałbym do piekarnika i mieliśmy dobry hektar nad wodę. Zauważyłem, że Krzychu podziela moje zdanie, a po chwili nawet gospodarz zorientował się, że nie udało mu się nas zaczarować więc podjął próbę dowiedzenia się co jest nie tak:

– Wszystko w porządku chłopaki? – zapytał.

– Nie – odpowiedziałem.

– Dlaczego?

– Bo nad wodę mamy dobry hektar drogi, a ja przyjechałem na plażę a nie na pustynię –  powiedziałem.

– Nooo, to ja was będę codzienne zawoził na dzikie plaże, nie radzę wam iść na główną plażę bo tam syf i nie ma miejsca  – Gospodarz się nie poddawał.

– Nie, dziękuję. A jak będę pijany w centrum miasta to też Pan po mnie przyjedzie? – byłem odrobinę zdenerwowany, że gościu obiecywał złote góry, których nie ma i dalej chce nas namówić na coś, co nie istnieje po to żeby zarobić.

– Spuszczę Wam z ceny za pokój.. – nie przestawiał namawiać.

– I tak byśmy zeszli do naszej – odpowiedziałem, ale lokalizacja nas nie satysfakcjonuje i proszę odwieźć nas na dworzec, poszukamy czegoś innego – zacząłem schodzić na dół w stronę busa.

Gościu uznał, że jednak nie zarobi i z wielką niechęcią odwiózł nas na dworzec. Kiedy spojrzałem, która jest godzina byłem wściekły, ponieważ godzinę temu planowałem leżeć na plaży, a tak tylko straciliśmy czas i cofnęliśmy się do punktu wyjścia.

Najgorsze było to, że przyjechaliśmy ostatnim busem z Jałty i wszystkie babuszki, które stały wcześniej udały się do domu. Zostaliśmy na lodzie i już nie mieliśmy w czym wybierać.

Żeby nie było że piszę tylko o cyckach i wódce. Oto piękna Cerkiew w Sudaku z zabytkowym samochodem na chodzie.

Żeby nie było że piszę tylko o cyckach i wódce. Oto piękna Cerkiew w Sudaku z zabytkowym samochodem na chodzie.

W pewnym momencie podszedł do nas gościu narodowości tureckiej i zaproponował nam willę nad samym morzem za 100 dolarów za tydzień. Znów popełnialiśmy ten sam błąd – niektórzy za bardzo podniecili się ofertą i bez gadania wskoczyli do busa Turka.

I znów syrena, ponieważ  nie wiem dlaczego, ale wszystkie moje doświadczenia związane z narodowością turecką (jak kontakty, biznesy, przyjaźnie, pożyczanie pieniędzy, obietnice i  życzliwe „My friend”) kończyły się ostrym wyruchaniem na kasę. Może podczas mieszkania przez dwa lata w Anglii i Niemczech, siedmiu latach doświadczenia w podróżowaniu nie natrafiłem na właściwego Turka..

I tym razem nie udało mi się znaleźć takiego, dzięki któremu zmieniłbym zdanie o tej narodowości. Podjechaliśmy pod willę, ale w bardzo zaawansowanym stopniu budowy.  Wchodząc po tarasie zauważyłem, że stoją małe domki, takie jakie są u polskich działkowiczów. Spytałem się co to? Nasz nowy wynajmujący zapukał głośno w jedną ze ścian domku, odbiło się echem, ktoś w środku krzyknął, pies w oddali zaszczekał, a on się do mnie uśmiechnął i powiedział „sąsiedzi”.

Po wpuszczeniu nas do naszej potencjalnej willi, zauważyłem, że w środku składa się ona z dwóch wielkich pokoi, jednego łóżka i jednego krzesła. Więc nawet jakby dwie osoby spały na jednym łóżku, to cztery musiałyby spać na podłodze. Nawet nie wspomnę o piciu i jedzeniu po turecku na podłodze.

Z ironią w głosie spytałem ile on za to chce?

Odpowiedział, że 100 dolarów, ale na dzień. Zaśmiałem mu się w twarz, a w myślach obiecałem sobie, że jak u mnie w mieście spotkam Turka i będzie ode mnie czegoś chciał to też mu podam cenę, też w dolarach.

Główną atrakcją w Sudaku jest średniowieczna twierdza Genueńska. Punkt obowiązkowy, przed wejściem mają niezwykły samogon.

Główną atrakcją w Sudaku jest średniowieczna twierdza Genueńska.
Punkt obowiązkowy, przed wejściem mają niezwykły samogon.

ukraina 4.5

Niestety taka jest smutna prawda – każdy chce jak najwięcej i jak najszybciej zarobić, najlepiej w dolarach.
Niestety z Panem Turkiem się pożegnałem i w ramach straconego czasu i oszustwa kazałem zawieść nas do centrum. Turek niechętnie się zgodził ale powiedział, że ma jeszcze kumpli, którzy mają tańsze noclegi i zapytał czy jesteśmy zainteresowani. Decyzja została podjęta, ostatnia szansa dana.

Tym razem wylądowaliśmy przy 1-piętrowym, betonowym bloku kolegi Turka, który był szczęśliwym posiadaczem złotego zęba. Mieliśmy płacić 90 dolarów za dzień wynajęcia mieszkania M-4.

Szybka odmowa, plecaki na ramiona i wymarsz do centrum. Powinniśmy to zrobić parę godzin wcześniej, a nie tracić czas na kolegę Turka. Na koniec nasz przyjaciel podszedł i zaczął zdanie od „My friend”. Wiedziałem, że skończy się zapłatą za jego stracony czas. No cóż, a kto odda za nasz ?

Krzychu chciał mu dać za fatygę 40 Hrywień. Nasz niedoszły najemca popatrzył się na oferowaną  sumę, zaśmiał się i powiedział że jak chcemy mu zapłacić to trzeba pomnożyć razy dziesięć. Nie dostał nic. Dodam tylko że ten Turek był jednym z nielicznych osób które mówiło w Sudaku po angielsku.

Widok z Twierdzy na Sudak.

Widok z Twierdzy na Sudak.

Obładowani i już zmęczeni bezowocnym poszukiwaniem, udaliśmy się na główny deptak Sudaku. Trafiliśmy na znajome tabliczki z napisem „Komnata”, co nas bardzo ucieszyło.

I podchodząc i pytając się o nocleg za przyzwoitą cenę, byliśmy wyśmiewani. Nie chcieli nawet podjąć z nami negocjacji, bo wiedzieli, że albo śpimy na plaży albo się poddamy i do nich wrócimy.

Ale nie my. My byliśmy twardzi i powtórzyliśmy sztuczkę z Jałty dzieląc się na drużyny i szukając.

Godziny mijały, było już ciemno, a my byliśmy coraz bardziej zmęczeni. Nie opiszę Wam każdego domku, który odwiedziliśmy, ale widzieliśmy wszystko – od stęchłych Rudek, aż po altanki działkowe. O 22 podbiegł Człowiek Koło i oświadczył, że coś znalazł. Byliśmy tak zmęczeni, że bez zastanowienia udaliśmy się zobaczyć nasz nowy hostel, który miał być naszą bazą wypadową przez najbliższe parę dni.

Nasz Martiot w Sudaku był nienajgorszy jak na dużą altankę. Pokoje były małe, łóżka twarde, a toalety i prysznice na zewnątrz czyli to, co uwielbia prawdziwa męska wyprawa – warunki daleko odbiegające od standardu, ale za niską cenę. Ważne było to, że domek znajdował się w centrum miasta, niedaleko plaży oraz z małą ilością sąsiadów.

W tle wejście do Hotelu Marriott

W tle wejście do Hotelu Marriott

Sudak jako miasto jest niesamowite. Da się zauważyć, że miasto ożywa nocą – wszędzie imprezy, fast foody, stragany z pamiątkami, walki dziewczyn w kisielu i całodobowe sklepy.

Podobało mi się bardziej niż w Jałcie, a dopiero po wyjściu na promenadę zauważyłem, że sam chodnik to jedna wielka impreza integracyjna. Byliśmy bardzo zadowoleni, że wylądowaliśmy w tym mieście. Sudak mogę porównać do Sunny Beach w Bułgarii, dopóki nie wyjdzie się na deptak, idealny klimat, spacerujący milicjanci ubrani na czarno z wielkimi pałami wyglądają groźnie i budzą respekt.

I tu jest właśnie różnica między polską Policją, a ukraińską Milicją. Polski policjant musi podejść jak ktoś pije piwo i wlepia mu mandat, dlatego panuje u nas klimat terroru i w miejscach publicznych nie można siąść i się napić. Przecież nie będę wyrywał śmietników po jednym piwie, prawda? Dlatego polskie społeczeństwo ma nie najlepsze zdanie o funkcjonariuszach patrolujących nasze ulice i zrodziło się pokolenie dzieciaków JP. A na Ukrainie prócz łapówek, jest wielki szacunek do funkcjonariuszy. Ani razu nie spotkałem się z sytuacją, w której któryś z milicjantów miał do nas problem, że pijemy w miejscu publicznym lub głośno się zachowujemy, zero jakichkolwiek interwencji z ich strony, profesjonalne zachowanie. Ale nie daj Boże, że zrobisz coś niezgodnego z prawem, to gwarantuję, że nie obejdzie się to bez echa, a byłem świadkiem skuteczności pałowania ludzi. Wtedy polska policja wygląda przy nich jak Hare Krishna.

CDN…

W następnym rozdziale "Świnie na Ukrainie"... Who let the dogs out(woof, woof, woof, woof)

W następnym rozdziale „Świnie na Ukrainie”…
Who let the dogs out(woof, woof, woof, woof)

0

 likes / 0 Komentarze
Poleć ten post:

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec