W poprzednim rozdziale napisałem, że plan początkowy zakładał podróż z Polski przez Lwów do Symferopolu.  Z upływem czasu myślę, że raczej nie wytrzymałbym tego, dokładniej – nie wytrzymałaby tego moja wątroba.

W Ukraińskich pociągach można wyróżnić trzy klasy wagów.

Pierwsza klasa nazywa się „ljuks” czyli po naszemu luksus – składa się ona z dwuosobowych przedziałów sypialnych. Czyli człowiek zamyka się w swoim przedziale, otwiera wódkę i pije z sąsiadem.

Druga klasa to „kupe”. Zrobiona jest w stylu luksusu, ale dołączone są dwa rozkładane łóżka na górze, czyli teraz pijemy wódkę we czwórkę, a sąsiad, który pierwszy będzie pijany wchodzi na górę i śpi. Wtedy można tylko liczyć na to, że pociąg gwałtownie się nie zatrzyma, a pijany towarzysz od kieliszka nie zleci nam na wódkę i ogórki.

Trzecia klasa jest to klasa najbardziej integracyjna. Nazywa się „plackarta”.  Obrazowo mówiąc – na początku wagonu mieści się pokój konduktora, który czuwa nad porządkiem w danym wagonie bądź w wielu wagonach. W swoim pomieszczeniu ma czajnik z gorącą wodą, gdzie można sobie zalać herbatę lub kawę.

Jak miniemy kanciapę naczelnika wagonu to zaczyna się odszukanie naszego miejsca. Układ łóżek porównam do układu w pociągach pośpiesznych PKP. Jak w wagonie mamy przedział, w którym może usiąść osiem osób, to w ukraińskim wagonie są dwa łóżka na dole i dwa składane na górze. W trzeciej klasie nie ma zamykanego przedziału, a tam gdzie w polskich pociągach pośpiesznych jest przejście, wzdłuż okien, ulokowane są po dwa łóżka. Jedno na dole, a drugie na górze.

Tak wygląda III klasa w Ukraińskim pociągu zwanym "plackarta".

Tak wygląda III klasa w Ukraińskim pociągu zwanym „plackarta”.

To również

To również

Bilety polecam rezerwować  z wyprzedzeniem, szczególnie w okresie letnim gdzie całe rodziny przemieszczają się wyżej opisywanym środkiem transportu. Jeśli planujecie podróż na spontana  to nie zdziwcie się brakiem biletów, które zostały wykupione trzy tygodnie wcześniej. Wtedy pozostaje Wam jedynie kombinowanie.

W razie jakichkolwiek kłopotów z kupnem biletów, dzwońcie do Marka Turtajewa, który  w magiczny sposób kupił dla nas bilety kiedy były już niedostępne w kasach.  Link do jego strony znajdziecie na samym dole.

Przy zakupie biletów należy zwrócić też uwagę na numerki miejsc. Parzyste numery to miejsca na górze, a nieparzyste to miejsca na dole. Polecam miejsca na dole ponieważ pod przykrótkim łóżkiem (około 180 cm) mieści się kufer, gdzie na całą podróż można bezpiecznie schować bagaż.

Najgorsze miejsca w wagonie są przy wejściu do toalety (numery 32-38), są to miejsca bardzo popularne, gdzie jest spory ruch więc trzeba liczyć się z nieustającym odgłosem drzwi uderzających o łóżko i framugę. Na szczęście nikt z nas nie siedział koło drzwi, ale też nie mieliśmy najciekawszych miejsc bo większość biletów była o numerach parzystych.

Idąc przez wagon i szukając naszych miejsc nie mieliśmy o tym pojęcia. Na samym końcu wagonu znaleźliśmy właściwe numerki, ale na nich leżały jakieś torebki, które zostały przez nas przeniesione w inne miejsce. Po paru minutach zjawiły się młode właścicielki torebek i zaczęły robić nam awanturę, a my za bardzo nie wiedzieliśmy o co im chodzi. Okazało się, że miejsca siedzące należą do nich, a miejsca na górze do nas…  Gdy wszyscy się zebrali i nadszedł czas otwierania wódki, okazało się, że właściwie żaden z nas nie ma dobrego miejsca. Byliśmy porozrzucani po całym wagonie, a część pasażerów już spała.  Dziewczyny, które początkowo były do nas wrogo nastawione zaproponowały, że zamienią się za jedno dolne miejsce, z chęcią przyjęliśmy ich ofertę. Pociąg ruszył, część z nas siedziała, cześć stała, wódka została polana.

Szczub i Człowiek koło podtrzymują tradycję

Szczub i Człowiek koło podtrzymują tradycję

Po pierwszym kielichu zwróciłem uwagę na to, że w pociągu panuje temperatura bliska 30 stopni, wszystkie okna były zamknięte lub zabite gwoździami. Na szczęście, okno przy naszym wesołym stoliku było otwarte na siłę, pewnie przez wcześniejszego pasażera, który tęsknił za świeżym powietrzem. Po paru głębszych kubkach wódki, zachciało mi się palić więc nadszedł czas zwiedzenia reszty pociągu.

Ruszyliśmy, za pierwszymi drzwiami mieściła się toaleta. Powiem szczerze, że jak widzieliście najgorszy kibel Szkocji w filmie „Trainspotting” to nie widzieliście najgorszego kibla na Ukrainie. Był tak brudny  i zdemolowany, że ani razy z niego nie skorzystałem, a Marcin do tej pory twierdzi, że jak spłukiwał wodę to widział potwora, który przyglądał mu się z rury odpływowej.

Człowiek koło do tej pory twierdzi że widział w dziurze odpływowej potwora :)

Człowiek koło do tej pory twierdzi że widział w dziurze odpływowej potwora 🙂

Plackarta w swojej całkowitej okazałości

Plackarta w swojej całkowitej okazałości

Rozwiązanie na utylizację śmieci w pociągu. Schować i zapomnieć.

Rozwiązanie na utylizację śmieci w pociągu. Schować i zapomnieć.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Warunki sanitarne w plackarcie nie rozpieszczają. Naprzeciwko toalety była ławeczka, która pełniła też funkcję śmietnika (trzeba było ją podnieść). Sprytne rozwiązanie z utylizowaniem śmieci, ale też i zły pomysł ponieważ skórka od banana czy inne resztki po jedzeniu wrzucone tam przy temperaturze 30 stopni szybko gniły, co niemal natychmiast skutkowało nieprzyjemnym zapachem.

Kolejne drzwi  prowadziły do małego pomieszczenia, które znajdowało się między wagonami. Do tego pomieszczenia ludzie przychodzili przeważnie po to by zapalić papierosa. W tej ciasnej kanciapie stało już parę osób, część paliła, a dwie osoby siedziały i jadły mięso z surowej ryby.

Spróbuję opisać Wam 100% klimatu trzeciej klasy w ukraińskim pociągu.

Wyobraźcie sobie, że stoicie w pomieszczeniu, które jest szerokie na 1,5 metra, a długie na 2,5 metra.

W pomieszczeniu panuje bardzo wysoka temperatura, ponieważ pociąg jechał cały dzień w słońcu, no i blacha musi sobie wieczorem ulżyć. Stoisz z wieloma osobami w małym, stłoczonym pomieszczeniu z malutkim oknem, które w ramach protestu nie za bardzo chce się otworzyć, odpalasz papierosa, pot kapie Ci zewsząd,  jest siwo  od dymu z papierosów, ale to Ci nie przeszkadza bo i tak nie ma czym oddychać. Wtedy myślałem tylko o klimatyzowanym aucie Maria, w którym jechałem na lotnisko. Wchodzi kolejna osoba na papierosa i rzuca odrobinę światła na dwójkę młodych ludzi jedzących surową rybę. Wraz z nową osobą, do pomieszczenia przedostaje się odrobinę świeżego powietrza i dopiero wtedy w moje nozdrza uderzył zmiksowany zapach ryby z fajkami. Mniam.

W połowie fajki, ponownie drzwi się otwierają. Stanął w nich wielki facet i coś do mnie mówi ostrym tonem.  Automatycznym ruchem wyciągam paczkę fajek i częstuję rzucającego się do mnie gościa. Z potoku słów wylewającego się z jego ust, dociera do mojego mózgu jedno słowo, które non stop powtarza „mandat, mandat, mandat”.  Myślę sobie: „pewnie kolejny chłop, który chce wyłudzić ode mnie dziś kasę” i głupio się uśmiecham spoglądając po ludziach stojących wokół mnie. Zauważyłem, że ani jedna osoba już nie pali fajki, a jedyną osobą, która została z papierosem w dłoni jestem ja. Okazało się, że krzyczący do mnie, wielki Ukrainiec to konduktor naszego przedziału, a w pociągu obowiązuje zakaz palenia.

Skwitowałem to głośnym „o kurwa” i w panice zgasiłem fajkę w torbie na śmieci. Słyszę głośne „tss”, ręka zaczyna mi śmierdzieć rybą..  okazało się, że w reklamówce były ryby chłopaków, którzy wcześniej je jedli, a ja właśnie na jednej z nich zgasiłem peta. Do wcześniejszej „kurwy” dodałem krótkie „ja pierdolę” i ulotniłem się z pomieszczenia.

Wladimir konduktor naszego wagonu - sfotografowany w pozie grożąco straszącej

Wladimir konduktor naszego wagonu – sfotografowany w pozie grożąco straszącej

A w naszej reprezentacji Zet, również tak samo szalony jak Wladimir

A w naszej reprezentacji Zet, również tak samo szalony jak Wladimir

Szybko wróciłem do chłopaków, którzy pili już wódkę z nowopoznanymi dziewczynami, które ustąpiły nam miejsce. Dosiadłem się i lekko zakamuflowałem się przed konduktorem gdyby mnie szukał. Zauważyłem, że Ukrainki siedziały w luźnych podkoszulkach, bez staników. Czasem jak się jedna przechyliła lub obracała do koleżanki to automatycznie z podkoszulka wyskakiwała pierś. Chłopaki wstrzymywali oddech i szturchali się łokciami. A ja kręciłem głową dodając w myślach „ co za kraj”.

Z rozmowy z dziewczynami wyniknęło, że jechały na Krym ale w inne miejsce, więc ktoś od nas wpadł na pomysł, że mogą się do na dołączyć i będziemy podróżować razem.

I tak czas mijał, pot kapał, wódka się kończyła, a dziewczyny były niewzruszone i nieprzekonane co do wspólnej podróży.  W pewnym momencie zjawił się chłop z wielkim kotletem. Zatrzymał się przy naszych sąsiadkach, głośno się zaśmiał, po czym poczęstował je schabem.

Nie mogłem uwierzyć własnym oczom – jedna pisnęła, druga przyklasnęła, wzięły od chłopa kęsa kotleta i już były jego. Więc jak jedziecie to bierzcie schab i mielone, na pewno coś poderwiecie.

I tak zostaliśmy sami pijąc ciepłą wódkę.

Powoli dochodziła godzina pierwsza w nocy, reszta wagonu irytowała się naszym głośnym zachowaniem w przedziale. Uwierzycie? Nikt nie chciał z nami pić wódki! Na Ukrainie!

Stwierdziłem, że muszę w końcu się wyspać. Wdrapałem się na swoje łóżko, spojrzałem na grubą sąsiadkę, która chrapała niczym grający bom box na Broklynie i próbowałem zasnąć, ale przez długi czas nie mogłem ponieważ miałem wielką szparę w oknie, która przy dużej prędkości pociągu robiła mi nawiew. Efekt był taki, że rano bardzo bolało mnie gardło i musiałem wziąć tabletki żebym czasem się nie rozchorował.

Widoki przez całą podróż nie za często się zmieniały

Widoki przez całą podróż nie za często się zmieniały

Poranek nastał dość szybko, bo około 10 rano. Kolejka do toalety była długa, ludzie krzątali się z herbatą i kawą, jedli śniadanie. Ja swoje śniadanie rozpocząłem od ciepłego piwa, a na deser Whisky bez coli. Im bliżej południa, tym gorącej w tej toczącej konserwie. Widoki z okna nie zmieniły się od wyjazdu z Kijowa – tylko pola i wioski. Alkohol się skończył i zaczęły się pomysły typu „wkurz konduktora i nie daj sobie wlepić mandatu”. Była też próba planowania gdzie dalej zmierzamy, ale im więcej osób, tym więcej kłopotów, bo każdy chciał zobaczyć co innego. W końcu wybór padł na Jałtę. Czas mijał i do Symferopola było coraz bliżej.

Po 14 godzinach podróży pociągiem wyskoczyłem na peron w Symferopolu, który jest głównym węzłem komunikacyjnym na Krymie. Polecam go jako bazę wypadową w inne rejony Krymu.  Czy miasto ma coś do zaoferowania by zostać w nim dłużej to za bardzo nie wiem. Ale wiem i mogę polecić dwie rzeczy. Pierwszą będzie dworzec, który jest wspaniały pod względem architektonicznym. A drugą rzeczą jest to, że Symferopol posiada najdłuższą trasę trolejbusową na świecie(86km). Nieźle co? Dwa rekordy w moim życiu w ciągu 24 godzin. Przejazd najgłębszym metrem na świecie i przejazd najdłuższą trasą trolejbusową na świecie.

Bilety można kupić w kasach przy wyjściu z dworca, obok McDonalds’a. Kursy w stronę Jałty (przez Ałusztę)  odbywają co 20 minut.

Dworzec w Symferopolu. Idealna baza wypadowa na cały Krym.

Dworzec w Symferopolu. Idealna baza wypadowa na cały Krym.

Dworzec w Symferopolu.

Dworzec w Symferopolu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeszcze raz przypominam, że siedzenia na Krymie są numerowane czyli jak kupisz bilecik z miejscem to tam siadasz lub przepędzasz osobę, która tam siedzi. Z tego co zauważyłem ludzie tych zasad mocno się trzymają.

Jeśli chodzi o trasę. Prowadzi ona z Symferopolu przez góry Krymskie (725 n.p.m) aż do Ałuszty. Dojazd zajmuje jakieś 1,5 godziny, a do samej Jałty droga biegnie wzdłuż nabrzeża i dotarcie tam zajmuje 2,5 godziny.  Ale nasza ekipa pokonała tą trasę w niecałe 5 godzin, ponieważ jak coś się nie udaje to na maxa, a wszystko zaczęło się od czerwonego ogóra.

Gdy czekaliśmy na przystanku to podjechał po nas „Czerwony ogór” czyli autobus z lat 80-tych.

Chłopaki wrzucili plecaki do bagażnika, po czym, z siatkami zimnych browarów wtoczyli się do autobusu.

Ludzie zajęli swoje miejsca, autobus ruszył, kapsle z piw z charakterystycznym dźwiękiem odskoczyły.

ukraina 24

Reakcja kolegi na „złapaną gumę”.

Lajf is brutal i full of zasadzkas.

Lajf is brutal i full of zasadzkas.

Podczas podróży do Jałty, w połowie piwa, nagle coś strzeliło, a autobus delikatnie się przechylił. Kierowca zatrzymał się, a ludzie wybiegli. Okazało się, że złapaliśmy gumę i nie ma żadnej możliwości naprawy.  Biorąc bagaże zauważyłem, że na autobusie jest reklama firmy komórkowej  i narysowany jest uśmieszek z przymrużonym okiem z napisem „LIFE :)”. Ironio moja.

Kolejny  bus, jadący w stronę Jałty został zatrzymany na siłę przez naszego kierowcę, a z krzyków kierowcy w naszą stronę wyciągnęliśmy wniosek, że to nasz transport. Zostaliśmy ładnie upchani z plecakami i wioo ponownie w stronę Jałty.  W odróżnieniu od naszego ostatniego autobusu ten był nowy, ale co chwilę tracił prędkość i się wyłączał z powodu braku prądu w trakcji. Nasza przejażdżka autobusem po najdłuższej trasie trolejbusowej wyglądała tak, że jechaliśmy 100 metrów, a potem stawaliśmy w miejscu na 10 minut z braku prądu, kolejne 100 metrów i kolejny postój, i tak na okrągło aż do samej Jałty.

Rozkoszuje się ze Szczubem, najdłuższą trasą trolejbusową na świecie. Rekord jej pokonania też został przy okazji pobity.

Rozkoszuje się ze Szczubem, najdłuższą trasą trolejbusową na świecie. Rekord jej pokonania też został przy okazji pobity.

Ukraina chciała żebyśmy rozkoszowali się każdym kilometrem  trasy. Po pięciu godzinach podróży i 86 pokonanych kilometrach byliśmy na dworcu autobusowym w Jałcie. Słońce chyliło się już ku zachodowi. Byliśmy bez żadnego noclegu i z paru godzinnym opóźnieniem. Większość naganiaczy na nocleg pewnie leżała już nad brzegiem morza Czarnego i piła piwko. Człowiek Przygoda z takim stażem podróżniczym nie panikuje, jak o 3 w nocy w środku Laosu udało mi się znaleźć nocleg to i tutaj znajdę.

Pierwsza oferta pochodziła od babuszek, zaraz przy dworcu. Oferowały bardzo miłą altankę w centrum miasta z niewystarczającą ilością łóżek, z bardzo wygórowaną ceną.

Podziękowaliśmy i za moja namową ruszyliśmy w stronę centrum licząc na to, że tam coś znajdziemy.

Zauważyłem , że im bliżej promenady, tym więcej niedokończonych budynków lub hoteli. Brak ogłoszeń. Na samej promenadzie było bardzo dużo ludzi, Jałta się bawiła, a my nie.  Zostawiliśmy bagaże na ławce, spojrzałem na zegarek dochodziła godzina 21, szanse na znalezienie noclegu się kurczyły, morale u niektórych spadły do zera. Część osób była zmęczona podróżą. W takich chwilach najlepiej podzielić się na grupy i rozproszyć by zwiększyć szansę na nocleg. A, że byliśmy z plecakami i  po prawie 30 godzinach podróży ta opcja odpadała.

Została podjęta decyzja, że trzy osoby pilnują bagaży i odpoczywają, a trzy idą w teren szukać noclegu.

I jak się nie uda to jest zmiana i grupa, która odpoczywała idzie szukać.

Byłem w pierwszej grupie. Udaliśmy się wzdłuż promenady, po czym skręciliśmy w losowo wybraną boczną uliczkę, chodząc i wyjąc co jakiś czas „komnataaa, szukam komnatyyyy”.

Okazało się to strzałem w 10 ponieważ, babka przechodząca obok nas, powiedziała, że ma coś do wynajęcia, bez chwili zastanowienia zgodziliśmy się za nią udać i zobaczyć co oferuje.

Okazało się, że ma całe mieszkanie z kuchnią, które może nas wszystkich pomieścić, 10 minut od promenady. Została tylko kwestia ustalenia ceny, która zaczęła się od 1500 hrywien za dobę, a że lubię się targować to końcowa cena wynosiła 1000 Hrywien za dwa dni.

My byliśmy zadowoleni, że mamy całe mieszkanie dla siebie za grosze, a babka że na nas zarobi. Dostałem klucze po czym udaliśmy się po resztę ekipy by zobaczyła jakie cudo udało nam się znaleźć.

Po szybkim wprowadzeniu i prysznicu, nastał czas na otworzenie kolejnej flaszki i udaniu się do centrum w celu sprawdzenia czy dziewczyny w Jałcie mają długie nogi. Oj mają i chodzą stadami ale o tym już w następnym rozdziale historii „Świnie na Ukrainie”

W następnym rozdziale "Świnie na Ukrainie" :)

W następnym rozdziale „Świnie na Ukrainie” 🙂

Wnioski i Porady:

-Bilety rezerwować  z dużym wyprzedzeniem, koszt rezerwacji 7 Hrywien.

– Jeżeli są problemu zadzwońcie do Marka : http://pilot-wycieczek.turystyka.pl/

– Dystanse koleją Ukraińską są dość duże np. z Kijowa – Symferopol  ponad 800 km, ale nie bierzcie ze sobą tony rzeczy, które mogą się zepsuć po drodze, na każdym dworcu można kupić wszystko od stojących babuszek na stacji.

– Cena „Plackarty” na trasie Kijów – Symferopol  80 Hrywien.

0

 likes / 0 Komentarze
Poleć ten post:

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o
Jak zagadać do dziewczyny
Gość

Fenomenalna historia 🙂 Czytało się ją z zapartym tchem! Pozdrawiam!

emiwdrodze
Gość

na schaboszczaka mnie jeszcze nikt nie próbował wyrwać, nawet na Ukrainie, uśmiałam się 😀

January
Gość

Nie ma co, „komfort jazdy” może i pozostawia wiele do życzenia, ale za to ta atmosfera! 😉 Tego się nie znajdzie w takim intercity

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec