02
Lut-2014

O Tajskich Negocjacjach

Rok po moim urlopie w Chinach, udałem się do krajów Azji południowo-wschodniejz myślą, że wiem wszystko o tajskich negocjacjach. Lądując w Bangkoku na lotnisku i idąc kupić swoją pierwszą koszulkę na targu, bardzo mocno wierzyłem w ten sam schemat negocjacji co u chińskich sąsiadów, niestety się myliłem i dlatego napisałem drugi poradnik pt O tajskich negocjacjach.

O tajskich negocjacjach

Straganiki są prawie na każdej ulicy.

Byłem bardzo zdziwiony gdy znudzona Tajka na Khao San Road odpowiedziała mi kolejny raz ziewające „noł” podczas renegocjacji cenowej. Odniosłem wrażenie, że była po prostu mną znudzona i jest uodporniona na inny kolor skóry czy kolejną próbę podjęcia negocjacji. Tak jest na Khao San Road w Bangkoku- stolicy backpakingu. Masa tubylców oferująca dobre podróby – podrabiana legitymacja studencka  z dowolnego uniwersytetu w Europie, albo prawo jazdy, czy słuchawki DR DRE lecz niestety bez możliwości zniżki ale za to z rabatem na większą ilość zakupionych rzeczy. Sytuację tą mogę wyjaśnić. Mam na nią dwie hipotezy – pierwsza jest taka, że ludzie, którzy sprzedają, są na etacie u kogoś. Mają ustalone ceny przedmiotów do ilu mogą zejść aby otrzymali swoją marżę, bo nie od dziś wiadomo, że im wyższą pracownik zrobi marżę tym więcej z niej procent dostanie a im niższą to sami się domyślcie ile – wystarczająco by przeżyć do następnej wypłaty , ale już na pewno nie tyle by za nią żyć. Tak, wiem, w Polsce jest tak samo tylko zimniej i drożej.

O tajskich negocjacjach

Khao San Road

Drugą hipotezą są turyści i backpakerzy z całego świata, którzy mają wyższe zarobki w swoich krajach. Weźmy na przykład Australijczyka, którego średnie zarobki netto opiewają na kwotę 800 dolarów na tydzień co daje na chwilę obecną przy kursie 2,60zł  – 2080 zł – czyli taką przeciętną Polską pensję, tylko, że na tydzień. No i podchodzi taki biały Paweł do Tajki sprzedającej ciuchy  na Khao San Road i próbuje zejść z ceny 200 BHT na 150 BHT – klasycznie się nie da, jeśli się da to przy większym zakupie albo z niskim rabatem, za mną stoi Aussie, który słyszy 200BHT i bierze 5 sztuk bez negocjacji. The end. Takie są moje teorie, po co sprzedawczyni ma się ze mnę męczyć jak poczeka pół godziny i ktoś inny to kupi za cenę, jaką ona chce z większą marżą.

O tajskich negocjacjach

Nocny Market

Dlatego osobom zielonym, które dopiero przyjeżdżają na swoje Tournee po Azji radzę aby od razu nie kupowali wszystkiego za wygórowaną stawkę na jednej ulicy. Proponuję na początku oswoić się z Tajlandią i udać się za miasto lub odwiedzić inne targi dzienne, nocne, czy nawet chińską dzielnicę w Bangkoku, gdzie ludzie są bardziej skłonni do rozmowy i komunikacji z nami i wtedy można zacząć się od nich uczyć negocjacji. Mi zajęło to miesiąc i trzy kraje aby opanować sztukę negocjacji do perfekcji. Podczas mojej podróży, negocjowałem ceny diamentów, które okazały się szkłem, ceny noclegów, autokarów, smażonych pająków oraz niezliczone razy zbijania stawek u tuk – tuków.

I tak wracam po miesiącu do Bangkoku, jutro odlot, w kieszeni około 500 dolarów, to co innego mogłem zrobić? Poszedłem na zakupy roztrwonić swoje oszczędności. Bardzo przypadło mi do gustu China Town, miało „to serce”, które widziałem w China Town w San Francisco.

Mnóstwo straganów, wąskie uliczki z przesmykami, wszystko czego człowiek potrzebuje może kupić. No i od czasu do czasu w alejce o szerokości 1,5 metra trzeba odskoczyć przed rozpędzonym skuterem z towarem.

China Town w Bangkoku.

O tajskich negocjacjach

Spędziłem tam cały dzień kupując  biżuterię (jadeit) czyli kryptonit, kolczyki, łańcuszki, pamiątki. Mogę szczerze napisać, że przywiozłem ze sobą do kraju około 2 kg biżuterii. Wieczorem zaczyna się tam dopiero prawdziwa jazda, na ulicach jest mnóstwo ludzi, jedzą, plują się, targują. Gra muzyka, świńskie łby na sprzedaż ,wielkie ryby pływające w zbiornikach na ulicy, odgłosy  prawdziwego ulicznego życia w China Town. Drugim miejscem, które Wam polecam jest Nocny Market w Patpong. Po zmroku tylko dla najlepszych negocjatorów. Po bokach na ulicy między barami go-go i innymi burdelami są sklepy z już bardziej markowymi produktami. Wchodząc do takiego sklepu nigdy nie wiesz czy w środku jest burdel z lejdi boyami czy normalny sklep – to jest ten dreszcz emocji.

O tajskich negocjacjach

Świnkę raz poproszę.

Jeśli chcemy kupić rzeczy, które nie są pokazane na straganie np. markę Louis Vuitton  (tutaj obowiązują te  same prawa co na allegro czyli zakaz sprzedaży podróbek przedmiotów eleganckich drogich marek). Pytamy się sprzedawcy czy jest możliwość kupienia takiej torby. Ja byłem bardzo zdziwiony, kiedy jedna z ekspedientek zamknęła główne drzwi, a druga otworzyła ukryte drzwi do piwnicy gdzie zaprosiła do kolejnego etapu naszej transakcji.

Na szczęście na dole nie było jak w piwnicy Pawn Shopu z Pulp Fiction- siedziało tam już paru gości, którzy palili fajki i czesali katalogi z rolexami.

O tajskich negocjacjach

China Town w Bangkoku.

Nas skierowano do innego stołu, po czym też dostaliśmy katalogi. Po przeglądnięciu setek stron z zegarkami, torbami, portfelami, płaszczami, garniturami, sygnetami dalsza transakcja wyglądała tak, że wybieramy sobie przedmiot i ostro się o niego targujemy.

Sprzedawcy robią wszystkie dostępne chwyty: pokazują cennik, że ta rzecz kosztuje w sklepie 5000 BHT, a on ci ja sprzeda za 2,500 BHT. Wtedy my odpowiadamy 500 BHT i resztę strategii już znacie.

Jak już dobijemy targu to za sprawą magii na stole pojawia się nasza rzecz, za którą płacimy i dowidzenia. Otwierają drzwi do sklepu i zatapiamy się ponownie w gwar uliczny. Paragonu oczywiście nie dostajemy.

Kolejną fajną rzeczą, przydającą się przy negocjacjach są lokalne ubrania np. t –shirt piwa Koh  Chang plus założone okulary przeciwsłoneczne antyrefleksowe aby sprzedawca nie do końca mógł odczytać moje intencji w oczach czy blefuje z ceną.

System wyglądał tak: podchodziłem do sprzedawcy, brałem przedmiot „X” i mówiłem 200 BHT – nie dając mu czasu na zastanowienie,  podwałem szybko yes? no? Yes? no?.

O tajskich negocjacjach

O tajskich negocjacjach – poradnik, który pozowali zjeść te smakowite jedzonko nie przepłacając.

W większości przypadków słyszałem „yes” –  ponieważ inaczej reaguje osoba jak zjawiasz się w świeżutkim T-shircie, i kończysz zdanie bardziej pytając o cenę niż ją dyktując. Pojawienie się w lokalnych ciuchach, w zaroście, gdzie wyceniasz przedmiot „X” jakbyś go od zawsze znał, daje sprzedawcy do zrozumienia, że na tyle długo tu siedzisz, że na podatek od białego się nie załapie plus dezinformacja bo nie może odczytać w Twoich oczach czy blefujesz.

I to by było na razie tyle. Pamiętajcie również najważniejszą zasadę handlową- jeśli  sprzedawca długo się zastanawia nad produktem, który sprzedaje to znaczy, że kalkuluje cenę, na ile może Cię naciągnąć. Powodzenia i udanych negocjacji, mam nadzieje, że poradnik o tajskich  negocjacjach w praktyce Wam się przyda.

O tajskich negocjacjach

Wybór talizmanu nie jest nigdy łatwy.

0

 likes / 9 Komentarze
Poleć ten post:

9
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
kamilszpawelJanuaryRadeksabinapilat Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ustczanin
Gość

Tajlandia jest naprawdę super miejsce na ziemi 🙂 Chętnie wybrałbym się do niej ponownie 🙂

sabinapilat
Gość

Dobre spostrzeżenia:) Fajny wpis.

Nie lubię targowania, choć trzeba go się uczyć jadąc na spotkanie z inną kulturą. Choć dla mnie często ludzie przekraczają granicę przyzwoitości – i klienci i sprzedawcy. Szkoda, że trzeba się tak ‚naoszukiwać’ i namęczyć, żeby coś kupić..

Radek
Gość
Radek

Chcesz powiedzieć, że torebkę Vuittona i inne oryginalne rzeczy można tam kupić w tak śmiesznych cenach? Może tylko wydaje Ci się, że są oryginalne. Nawet na wyprzedażach nikt nie schodzi tak nisko, więc skoro nie są w stanie kupić tak tanio, to jakim sposobem za tyle sprzedają? I gdzie dokładnie? 🙂

January
Gość
January

Po tym wpisie mój apetyt na Tajlandię tylko się zaostrzył 🙂

kamil
Gość

Kraje azjatyckie zawsze mnie pociągały i w końcu się wybiorę do któregoś z nich 🙂 Super wpis:)

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec