O podróży

Każda historia o podróży na ogół zaczyna się od pożegnania z najbliższymi i zamknięcia za sobą drzwi (ci bardziej nadgorliwy twierdzą, że tak naprawdę zaczyna się od kupna biletu albo od samego pomysłu, który później się realizuje).
Tak zwany początek każdej historii gdzie niezbadany świat leży u naszych stóp i czeka na eksplorację. Jego głównym motywem jest droga, którą pokonujemy codziennie, a przygody, jedzenie, doświadczenie, atmosfera odwiedzonych miejsc i szufladkowane w głowie wspomnienia są częścią tej trasy, które po powrocie zmieniają się w historię, którą dzielimy się z innymi.

Jednak aby opowiedzieć historię muszę zacząć od wspomnianego wyżej początku.
Czyli zamknięcia drzwi, pożegnania się z Mileną, Olem i Bobem, wskoczenia na ich oczach do samochodu i udania się do ciepłych krajów (podkreślam – nie na wakacje)Ostatnie zdjęcie przy wyjazdem.

Przede mną trasa Opole – Warszawa – Kijów – Bangkok w naprawdę cienkich ubraniach na sobie przy ujemnej temperaturze i z siedmiokilogramowym plecakiem, z czego 2,5 kilo ważył sam aparat.

Pokonanie trasy do Warszawy było dość łatwe i dzięki serwisowi BlaBlaCar kosztowało 35 zł. W Warszawie, przenocował nas kolega Karol, który powitał nas pyszną kolacją w postaci smacznych kanapek i butelki whisky. Warto zanotować też, że wtedy pierwszy i ostatni raz wyciągnęliśmy śpiwory, które mieliśmy w plecaku i że Krzysztof zaczął swoją pierwszą podróż od skończenia butelki whisky o 3 w nocy.

Rano Karol zawiózł nas bezpośrednio na lotnisko Chopina, podziękowaliśmy za nocleg i udaliśmy się po nasze bilety lotnicze. Pierwszy lot do Kijowa minął bardzo komfortowo, opowiadałem Krzysztofowi co nas czeka w drugim samolocie – o wiele większym, z dwoma poczęstunkami, z monitorami w każdym fotelu, a nawet z darmowym alkoholem.

Nasza maszyna.

Po wylądowaniu w Kijowie udaliśmy się na transfer do hali odlotów, gdzie czekaliśmy pod właściwą bramką i odliczaliśmy godziny do następnego odlotu (dokładnie siedem godzin).
Czekanie na lot urozmaicali nam nasi rodacy, którzy jak my wybierali się do Azji. Po którejś butelce alkoholu zagadali do nas. Poznaliśmy dwóch naszych starszych imienników oraz mieszane młode pary gotowe na podbój Tajlandii. Jestem raczej osobą, która unika zawierania krótkich przyjaźni, jeśli już z kimś chcę podróżować to zawieranie znajomości trwa parę dni, gdzie człowiek poznaje drugą osobę podczas podróży, a w międzyczasie wykuwają się łańcuchy przyjaźni, czasem na całe życie. Unikam osób które, na dzień dobry naszej rozmowy, wypluwają mi z szybkością strzelającego działka obrotowego miejsca, które widziały i że zamierzają zobaczyć 3 kraje w ciągu 14 dni. Dla mnie taka osoba to nowoczesny turysta, który jedzie w dane miejsce zrobić zdjęcie bo akurat mu się spodobało na okładce National Geographic, szybko wrzucić na fejsa i wbiegnąć z powrotem do samolotu aby zobaczyć coś innego. Tak samo w przypadku dziewczyny poznanej na lotnisku, miała wydrukowane 23 strony z miejscami, które chce zobaczyć (w tym 3 kraje i 17 dni). Jak spytałem dlaczego nie zamierza zostać dłużej w jednym miejscu, poczuć atmosferę, poznać ukryte knajpki albo zwyczaje lokalnych, odpowiedziała, że w teorii zna wszystko bo przeczytała w Internecie – i takich ludzi na drodze staram się unikać jak ognia.

O podróży

Nasze Pierwsze Wspólne Selfie 🙂

Wracając do dalszego przebiegu podróży, wraz z mniejszą ilością godzin oczekiwania na samolot, u niektórych wzrastały promile we krwi. Do tego stopnia, że naszym współtowarzyszom porozwiązywały się języki. Nietaktem jest powiedzieć nowopoznanemu człowiekowi na lotnisku, że jest pantoflarzem, szczególnie jak miłość jego życia siedzi dwa metry obok wypowiadającego te słowa, a odbiorca zamiast oddać argumentem pięścią w ryj, przyjmuje te słowa na klatę i wypowiada publicznie, że faktycznie nim jest i tak lubi.

W końcu bramki się otworzyły i można było ładować się do samolotu. Jeden z polskich zawodników podczas wstawania, poczuł silny podmuch wiatru i dosłownie przed bramkami wywinął orła i zaczął tarzać się po pijaku na lotnisku. Jak to bywa u naszych sąsiadów zamiast nie wpuszczać go na pokład, ktoś pomógł mu wstać i dojść do siedzenia w samolocie (pewnie jego sąsiedzi żarliwie się modlili aby nie zaczął rzygać przy starcie).

To dopiero początek historii, a jeszcze nawet nie wystartowaliśmy.

Teraz bardziej oficjalnie. Leciałem już wieloma liniami lotniczymi i wiem, że bilet ukraińskimi Liniami Lotniczymi był tani jak barszcz ( 313 € ) ale to, co sobą ta firma reprezentuje dla klasy ekonomicznej to syf i trzy metry mułu. Serio. Przeczytajcie.

Krzychu zastanawia się gdzie podziały się monitory które mu obiecałem :)

Krzychu zastanawia się gdzie podziały się monitory które mu obiecałem 🙂

Zacznę od foteli – mój był bardzo niewygodny, za mały i pierdział przy każdym ruchu, a ten przede mną się rozlatywał. Mam 172 cm wzrostu, ale jak sąsiad przede mną rozłożył swój tron to mi prawie nogi zmiażdżyło.

Kolejnym nieprzyjemnym mankamentem jest przejście. Bardzo ciasne, jak próbujecie zasnąć albo już śpicie, to każda osoba podróżująca za potrzebą do kibla będzie chwytała się po drodze Waszego oparcia bo np. pasażer za Tobą lub przed Tobą rozłoży nogi na przejściu co utrudnia przejście.

Jak już jesteśmy przy ciasnym przejściu to wyobraźcie sobie, że siedzicie sobie na zewnętrznej części, jecie sobie spokojnie posiłek, a tu nagle Wasz sąsiad z przeciwległej wewnętrznej części wstaje (i nie mam tutaj na myśli blond Ukrainki, ale naprawdę ohydnego dziada) i sięga po swoje bagaże w luku podręcznym. Nie ma w tym nic dziwnego prócz tego, że w tym samym czasie spadają mu gacie, ja jem i obserwuję włochatego rowa sąsiada. Ech… życie.

Stewardessy, rozdają wodę klasie ekonomicznej dwa razy podczas całego lotu, jeśli naprawdę nam zaschnie w gardle i wciśniemy przycisk wzywający pomoc, to i tak babsztyl przyjdzie kiedy jej się podoba.

Brak monitorów w siedzeniach, za tą są małe telewizory, które można kupić w niejednym Polskim antykwariacie, a z nich gra komedia z Adamem Sandlerem z Ukraińskim Dubingiem.

Jedzenie w klasie bydlęcej czyli ekonomicznej jest dawane bez możliwości wyboru. Zdecydować można tylko na początku czy chcemy sok pomarańczowy czy jabłkowy. My trafiliśmy na kurczaka, tzn. Krzychu na kawałek mięsa, a ja raczej na takiego z dużą ilością chrząstek. Dostałem też bułkę aby zagryźć ryż, ale była tak sucha i twarda, że byle jaki terrorysta mógłby dokonać zamachu rozbijając nią o szybę w samolocie.

Dowodem jest ta flagowa historia, gdzie za mną siedział bardzo głośny Pan muzułmańskiego pochodzenia, który na wszystko narzekał, czasem krzyczał, sądząc po jego kulturze pewnie bił też żonę w swoim domowym zaciszu.
Wszystko zaczęło się od pierwszego posiłku, który dostał każdy. Główny bohater historii, upomniał się o swoją część koniaku w dość chamski sposób, więc stewardessa odpowiedziała mu, że jest ale musi zapłacić. Zaczął rzucać klątwy w swoim języku, że w innych liniach nie płaci, po czym zabrał się na pałaszowanie jedzenia. W pewnym momencie słyszę Krzycha, który woła do mnie „Paweł ten chłop je jak świnia, ryż jest wszędzie” na co odpowiedziałem grzecznie – porób zdjęcia. Sąsiad za mną jadł, a jak kończył to wszystkie śmieci przerzucał do swojej biednej żony, a hałda opakowań na jej stoliku rosła. W pewnym momencie słyszę sruuu –główny knur historii wziął tacki i śmieci po czym je wyrzucił na środek przejścia, mając wszystko gdzieś. Ludzie też mieli gdzieś bo byli pijani ale przechodzili po tym wbijając resztki jedzenia w dywan, który umarł na pokładzie dobre parę lat temu. Dopiero po zwróceniu uwagi obsłudze samolotu, zostało to uprzątnięte, a nasz sąsiad siedział nieskruszony swoim chamskim zachowaniem.

Ujęcie Drugie.

Ujęcie Pierwsze

Podsumowanie następujące :

Jeśli nie lecicie z dziećmi, macie wysoką tolerancję na napisane przeze mnie warunki to możecie wylosować bilet do Azji za 1000 zł, jest to możliwe. Jeśli jeszcze Was nie przekonałem to poczekajcie na relację jakie wały były w drodze powrotnej.

O podróży

Syf w samolocie z innej perspektywy.

Nasz samolot wylądował punktualnie na lotnisku w Bangkoku. Wysiedliśmy przez rękaw i z paszportami w rękach poszliśmy prosto do odprawy, zajęło nam to około 40 minut. Zamieniliśmy pieniądze na bahty, byliśmy wolni i trzeba było opuścić lotnisko. Udaliśmy się do wyjścia, drzwi się rozsunęły – uderzyła w nas fala ciepła i wilgoci dla mnie było to znajome uczucie, niczym powrót do domu. Dla Krzycha dopiero pierwsze i raczej go już nie zapomni. Przygoda się zaczęła.

0

 likes / 11 Komentarze
Poleć ten post:

11
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
szpawelrosik93OlliedekadentkaKarolina Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Diana
Gość
Diana

Dość często da się słyszeć że „Rosja to nie kraj, to stan umysłu”, pomijając kwestię dyskryminacji i wrzucania wszystkich do jednego wora chciało by się powiedzieć że ten stan umysłu tyczy się 60% dawnego bloku wschodniego (jak widać). Jednakże w tym komentarzu chciałabym powiedzieć coś co zaczęło umykać uwadze podróżujących – obsługa kateringowa jak i np. rozkładane fotele w samolocie (bądź innym środku transportu publicznego) są rodzajem przywileju a nie obowiązkiem załogi. Pierwszym, głównym obowiązkiem personelu pokładowego jest zapewnić bezpieczeństwo – zabezpieczy drzwi, pokład, dostarczyć przesyłkę a czasami chciało by się powiedzieć żywy inwentarz do celu. Wniosek z tego płynie… Czytaj więcej »

Ollie
Gość

Wpis momentami śmieszny, momentami straszny 🙂 Ostatnio było sporo promocji ukraińskich linii lotniczych i nawet zastanawiałam się jak wygląda podróż z nimi. Samolot rzeczywiście nieco bardziej ubogi porównując do Qatar czy Emirates, jednak w tym przypadku podróży uroku dodali nasi rodacy oraz nieogarnięci współpasażerowie, nie zazdroszczę 😉 Co do oceniania kto zwiedza świat „jak należy”, a kto jak „turysta” to trochę dziwna rzecz. Każdy przecież żyje i podróżuje jak chce i każdy z nas i tak jest tylko „turystą”. Może nie wszyscy mają tak dużo czasu, by wszędzie się zatrzymywać na dłużej (tzn. na ile?) albo nie wiedzą, czy kiedyś… Czytaj więcej »

Karolina
Gość
Karolina

Nie do końca trafiają do mnie Twoje rasistowskie komentarze na temat osób arabskiego pochodzenia, ale przyznam, że miałeś podczas lotu niezły burdel. Kilka razy zastanawiałam się czy warto się skusić na jakąś ofertę np. ukraińskich linii, ale chyba sobie na razie odpuszczę. Ja za każdym razem spotykam na swojej drodze rodaków, którzy powinni siedzieć w domu, a nie „podróżować”, bo słyszałam nieraz takie teksty wykrzyczane na pół lotniska, że aż się w głowie nie mieści. Ja z reguły siedzę gdzieś w kącie, czytając książkę, często po angielsku i słucham sobie komentarzy, nieraz pod moim adresem, bo może zbyt spokojna jestem,… Czytaj więcej »

dekadentka
Gość

O, a ja byłam z linii ukraińskich bardzo zadowolona. Owszem zgadzam się, że miejsca mało, rozrywki filmowej brak, ALE najadłam się tam, jak na żadnym innym locie. I napiłam – wino się lało non stop. Może trafiliście na złą załogę, a może faktycznie cięcie kosztów.

rosik93
Gość

Ja podróże samolotami jeszcze nie narzekałem, ale widocznie za mało latam 😛 Na przyszłość będę wiedział jakie linie omijać 😉

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec