03
Paź-2017

Tygodniowy trekking w Gruzji, kiedyś musiał trafić na blog. Dlaczego ?  Za dużo kilometrów zrobiłem z pełnym plecakiem, zbyt wiele razy spałem pod gołym niebem, zbyt wiele razy wcześnie rano wstawałem aby zrobić zdjęcia. Od dziś dzielę się trasami, zdjęciami, przeżyciami oraz wiedzą na pierwszy ogień Jeziorka Koruldi.

Widok ze szlaku niebieskiego podczas wspinaczki na górę Tskhakvzagari.

 

Zapraszam na wspólny trekking z Mestii na Jeziorka Koruldi.

Mestia – miasteczko leżące w północno-zachodniej Gruzji. Jest stolicą regionu, który zamieszkują Swanowie – grupa etniczna, która jest uznawana oficjalnie za część narodu Gruzińskiego.

Mestia

Najbardziej charakterystycznym elementem tego regionu są pobudowane baszty w górskich dolinach. Najstarsze z nich mają 800 lat i ich zadaniem było służyć swoim mieszkańcom jako dom, spichlerz, oborą dla zwierząt, a zarazem miało uchronić przed najazdem agresora. Stąd powiedzenie „ Mój dom, moja twierdza”. Baszty pełnią rolę wielofunkcyjną. Na samym dole mieszkała trzoda chlewna. Kolejne poziomy służyły jako magazyn, a te najwyższe już jako część mieszkalna. Cały region jest dosłownie nimi usiany. Jedne są w lepszym stanie inne w gorszym. Moim zdaniem kwestią czasu jest zanim pojawi się pierwszy hostel lub gest house w jednej z wież.

Za 2/3 lata tu pewnie będzie hotel.

Tak czy siak w porannych mgłach robią naprawdę mistyczne wrażenie, a w nocy są pięknie podświetlone szczególnie w Mestii.

Mestia skąpana w porannych mgłach.

MEstia Trekking

Jak zbierałem informacje przed wyjazdem do stolicy Swanetii, to jeszcze parę lat temu było to miasteczko trudno dostępne dla przeciętnego turysty. Transport był ubogi, drogi były w złym stanie, a sama baza noclegowa kwiczała, jak świnki spacerujące błotnistymi uliczkami Ushguli.
Niestety pieniądz kręci się szybciej niż ziemia i mieszkańcy miasteczka zwęszyli złoty interes w turystach. W chwili obecnej jak to piszę, można powiedzieć, że nie ma najmniejszego problemu teraz z dojazdem czy noclegiem bez wcześniejszego planowania. A Mestia jest na dobrej drodze aby wyhodować własną Krupówkę. Wszystko to za sprawą atrakcyjności terenów pod trekking po okolicznych górach Kaukazu czyni Mestię idealną bazą wypadową na trekking paro godzinny jak i wielodniowy. Ja spędziłem tam prawie 4 dni szwendając się po okolicy.

Mestia ze szczytu Tskhakvzagari.

Dojazd

Kutaisi ( dworzec obok McDonalda) do Mestia – 25 GEL
Kutaisi ( Lotniska ) do Mestia – 40 GEL
Tibilisi – do Mestii 40 GEL
MestiaBatumi – 30 GEL – Codziennie o 8.00 rano wyjazd
MesitaUshguli – 20/30 GEL – zależy od kierowcy – przeważnie się czeka około godziny, aż marszrutka się zapełni.

Nocleg :

Nie ma najmniejszego problemu z nim w Mestii. Po przyjeździe wystarczy przejść się główną ulicą lub skręcić w jedną z bocznych – i wszędzie są ogłoszenia o wolnych pokojach. Jeszcze rok/dwa lata temu można było wynająć pokój za 15 GEL bez jedzenia, to teraz nie udało mi się zjeść z ceny za mniej niż 25 GEL. Pewnie przy dłuższej opcji da radę wynająć taniej pokój ale po co Ci on jeżeli masz namiot ?

Ja nocowałem TUTAJ
Spardishi Guesthouse, właściciel nas zgarną po drodze z trekkingu i zaproponował nocleg. Bardzo dobre miejsce, czyste, widać, że często odwiedzane przez Polaków. Ceny już od 48 zł Rezerwacji możecie dokonać pod tym linkiem.

Hostel Panorama
Rodzinna atmosfera + przepiękne widoczki ? Jeżeli lubicie budzić się z widokiem na góry, to polecam „Mestia Panorama” Czysto, tanio, fajnie. Cenowo już 40 zł. Rezerwacji możecie dokonać pod tym linkiem.

 

 

Jak zaplanować trekking ?

Najlepszym rozwiązaniem aby zaplanować trekking jest udać do informacji turystycznej w samym centrum miasta ( tuż obok przystanek dla marszrutek). Jest czynna codziennie od 10.00 do 18.00 – i mówią po angielsku. W środku, jest wiele map ze szlakami, opisującymi czas ich przebycia, dystans i ile godzin zajmuje trekking. Po ich zgarnięciu pozostaje kupić jedzenie na drogę i ruszyć.

Najpopularniejszym szlakiem na jeden dzień lub dwa pod namiot jest trasa na jeziorka Koruldi.

Dystans : 16 Km
Czas 7 godzin – 4 na wejście – 3 na zejście

Oczywiście można ten czas skrócić idąc na łatwiznę i płacąc jednemu z kierowców jeepów znajdujących się na placu Seti. Osobiście tego nie polecam – góry są po to aby po nich chodzić, a nie jeździć.

Przewyższenie – 1500 metrów w 2 strony

Nasz trekking zaczynamy na placu Seti. I są trzy różne szlaki/drogi prowadzące nad jeziorka Koruldi. Wszystkie prowadzą pod krzyż znajdujący się na wzgórzu Tskhakvzagari. Można skręcić w lewo na zachód i kierować się szlakiem niebieskim, jego początek znajduje się tuż przy strumyku. Inny wariant – najbardziej popularny to skręcamy na placu w prawo i po pokonaniu 500 metrów na głównej ulicy skręcamy następnie w lewo pod górkę. Powinien być tam Bapsha Guesthouse. Wchodzimy cały czas pod górkę kierując się na swańskie wieże obronne i po kolejnych 100 metrach po prawej stronie będziecie mieli Hotel Old House.

I teraz cały czas w górę. Po drodze powinniście zobaczyć już szlak – kolor pomarańczowy. Ta trasa da, niektórym po dupie. Mamy przewyższenie 800 metrów na dystansie 4 km. Wchodzimy wąską i krętą ścieżką cały czas pod górkę, plusem są porastające drzewa na uboczach, które dają tymczasowe schronienie przed słońcem. Wspinaczka trwa około 2 godziny, pod koniec natrafimy na drogę.

Mestia

Pomarańczowy szlak

Jest to wariant wejścia numer trzy, przeważnie korzystają z niego osoby wjeżdżające jeepem pod górę lub jeszcze dalej na jeziorka. Trasa jest dłuższa ale ma znacznie łatwiejsze podejście. Jedynie na niej co może irytować to non – stop podjeżdżające samochody, które zostawiają za sobą tłumany pyłu i kurzu.
Na górze Tskhakvzagari znajduje się krzyż i drewniana wiata, pod którą można odpocząć. Z wiaty rozciąga się przepiękny widok na Mestię leżącą w dolinę, a z nami widać Ushbę i wydeptanym szlakiem idziemy w jej kierunku.

Widok w stronę Ushby spod krzyża.

Na początku jest łatwo. Fajne i nie męczące podejście. Dookoła piękne widoki, pasące się świnie, krowy, byki czasem śmignie jeep wypełniony turystami. Normalka. Nie wiem czy kiedykolwiek zrozumiem turystów, którzy tłuką się pół Gruzji, tylko po to aby podziwiać widoczki za szklanej szyby jeepa. Jeżeli turystyka w Swanetii będzie zmierzała dalej w tym kierunku, to za jakiś czas na górze przy jeziorkach Koruldi zostanie wybudowany parking i zalany betonem, aby przypadkiem nikt się nie potknął o wystającą kępkę trawy.

Jeziorka Koruldi

Ziomek sobie hoduje świnki i krówki na szlaku do jeziorek Korudli.

Ostatnie podejście, które może dać nam w kość to grań Lamaaja prowadząca pod same jeziorka. Ostatni odcinek, który przynajmniej mi dał w kość ale tylko ze względu, że była godzina 20.00
Słońce zaszło, było już ciemno i zimno, a ja zmęczony dwoma poprzednimi dniami wędrówki po górach w ekspresowym tempie odpływałem z sił.

trasa na Jeziorka Koruldi

Zachód słońca, a my w połowie drogi.

Na szczycie grani został założony obóz „Pikachu”. Piękna Ushba w tle wschodzących gwiazd, z drugiej strony przepiękny widok zna wysokości 2700 metrów n.p.m. Kolacja została spałaszowana w trybie błyskawicznym i udałem się do krainy nocnych łowów. Na takiej wysokości prócz zimna człowieka wybudzają jeszcze chodzące dzikie konie dookoła namiotu. W nocy niestety już było mi tak zimno, że ubrałem wszystkie rzeczy jakie miałem na sobie, aby porobić zdjęcia drogi mlecznej. Po godzinnej walce i punkcie rosy, wróciłem do namiotu.

Tskhakvzagari

Hotel Miliona Gwiazd

Jeziorka Koruldi

Poranek na jeziorkach Korudli.

Pobudka przed wschodem słońca i wymarsz na jeziorka Koruldi. Po jakiś 200 metrach zobaczyłem jeziorka, Ci złośliwsi nazywają „kałużami” no i po części mają rację, ale krajobraz dookoła nich wyrywa z butów. Na miejscu przy jeziorkach były trzy obozowiska, jedno dotarło na nogach, a dwa w samochodach 4×4. Przez godzinę kręciłem się po okolicy jeziorek to wchodząc to schodząc, jak stado pasące się obok koni. Ładne miejsce z widokami wartymi wejścia.

Jeziorka Koruldi

Skała z widokiem na Kaukaz.

Jeziorka Koruldi

Jeziorka Koruldi

Pasące dzikie konie tuż przy jeziorkach.

Pomarańczowy szlak prowadzący na Jeziorka Koruldi

Potem nie pozostało nic innego jak zejść do obozu „pikaczu” spakować namiot i zejść z powrotem do Mestii. Zejście zajęło około 3 godzin. Po drodze naliczyłem 18 samochodów 4×4 wjeżdżających na jeziorka. Tak, teraz byłem tego pewien – za jakiś czas powstanie tam parking. Śpieszmy się odwiedzać fajne miejsca tak szybko są zadeptywane.

Matti podziwia trud wjeżdżających turystów 🙂

1

 likes / 0 Komentarze
Poleć ten post:

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec