30
Sie-2012

Czapka Kapitana i hulana do rana

 

Witam wszystkich. Przed Wami siódma część historii  „Czapka Kapitana i Hulana do rana” z cyklu „Świnie na Ukrainie”.

Chciałem tą historię streścić w siedmiu częściach, ale ostatnio usłyszałem słowa krytyki, że za bardzo namieszałem w części szóstej. Podobno jest zbyt chaotyczna, więc  zdecydowałem się przedłużyć „Świnie na Ukrainie” o jeszcze jedną część tak, żeby cała historia miała ręce i nogi. Zaczynamy.

czapka kapitana

No money No Honey

W ciągu sześciu części opisałem wiele rzeczy. Od ciekawostek jaką jest najgłębsze metro na świecie począwszy, na zdjęciach dokumentujących wymiary przeciętnej Ukrainki skończywszy. Tym razem opiszę nasze nocne eskapady. Była już podróż dookoła Sudaku to dlaczego nie ma zostać opisane prawdziwe nocne życie na Ukrainie. Nasze nocne przygody opierały się na passie sukcesów i porażek. Głównie były to porażki. Jak dziewczyna na nas spojrzała to traktowaliśmy to jako randkę, a jak już się odezwała to było to na równi z seksem. Z tego, co pamiętam zaliczyliśmy tak wszystkie dziewczyny rozdające ulotki na ulicy w Sudaku.

Nasze nocne wyprawy miały charakter chilloutu. Po tym, jak odkryliśmy tani i kopiący samogon udawaliśmy się na promenadę, a dokładniej na naszą stałą ławeczkę regularnie. Otwieraliśmy plastikowe butelki wypełnione winem, rozlewaliśmy do kubków i niczym prawdziwi znawcy, opróżnialiśmy je w szybkim tempie. Życie nocne toczyło się wokół nas, Ukrainki przychodziły i odchodziły, wszelkie próby nawiązania z nimi kontaktu były ignorowane, ponieważ jak już wspomniałem na początku nie było tam za wiele osób, które mówiły po angielsku. Komunikacja po polsku wychodziła lepiej, ale w drugą stronę czyli do nas było już czasem niezrozumiale i nawet body languge, który nie raz uratował mi tyłek gdy mieszkałem w Pekińskich Slumsach zawodził.

czapka kapitana

Wspomniany wyżej chill out. Marcin już w połowie butli z samogonem.

Po skończonym winie przeważnie udawaliśmy się na imprezę. W Sudaku jest ich cała masa, o różnej tematyce- od ultra szybkiego techno, przez rodzinne biesiady, Amerykańską, Rosyjską, po prawdziwą Ukraińską.  Na pierwszy ogień udaliśmy się na imprezę Ukraińską. Była to duża impreza z wielkim ogródkiem, w którym można było się zainstalować. I tak też uczyniliśmy. A że wino się skończyło to trzeba było zamówić wódkę. Podbiła do nas uśmiechnięta kelnerka, u której zamówiliśmy flaszkę wódki i colę. Po 5 minutach wjechała ciepła wódka z colą, która chyba cały dzień była trzymana na słońcu. Po pierwszym kielichu wódki stwierdziłem, że chyba jednak przed 10 minutami przyjechała pociągiem klasą Plackarta. Zdecydowałem się na drinka- dolałem Coli, zrobiłem drinka. I w gardle zrobiło się nieprzyjemnie. Wkurzony podszedłem do baru i zapytałem czy istnieje u nich coś takiego jak wiadro z lodem. Okazało się, że lód istnieje ale nikomu nie chce się rozwalać szpikulcem jego wielkich brył. Najlepiej gdyby zrobił to jeszcze klient. Kurwa, rozmowa przebiegła tak samo jak ta, którą odbyłem ostatnio z kurierem pewnej firmy wysyłkowej. Nie było mnie w domu więc kurier zostawił awizo, dzwonię następnego dnia do kuriera :

– Dzień dobry, mam tutaj awizo o numerze takim i takim, kiedy będzie moja paczka? – zapytałem

– Dzień dobry, tak jestem teraz w Opolu, fajnie by było gdyby Pan sobie podjechał po tą paczkę, jestem na ulicy Wrocławskiej – odpowiedział po drugiej stronie kurier.

– Panie, to ja jestem kurierem czy  TY, płacę dwie dychy za przesyłkę po to żeby za Panem po mieście jeździć i szukać? – odpowiedziałem wkurzony.

– Ale wczoraj Pana nie było, a ja mam jeszcze paczki w innym rejonie do rozwiezienia – kurier nie dawał za wygraną.

– Panie, jebie mnie to, o której mam być w domu? – zapytałem

– To niech Pan będzie o 15.30 to Panu przywiozę.

-Ok. – i się rozłączyłem.

Kurier zadzwonił o 14 kiedy nie było mnie w domu i powiedział, że stoi pod moją klatką.Spytałem go grzecznie na którą godzinę się umówiliśmy, odpowiedział, że na 15.30. Potraktowałem to jako fakt, że zrozumiał przekaz i się wyłączyłem. Paczka przyjechała o 15.30.Mniej więcej tak samo przebiegała rozmowa z ukraińskim barmanem. „Łopatologicznie”.Dostaliśmy wiadro z lodem, ale wkrótce ktoś chciał się na nas zemścić…ukraina 50

Impreza trwała na całego, ludzie się bawili, ale ja jakoś nie mogłem zmusić się do tańca. Nie  dlatego, że się wstydzę czy nie potrafię tańczyć. Tańczę lepiej niż Micheal Jackson. Więc na czym polegał problem? Na muzyce. Na imprezie, na której byliśmy muzyka zaczynała się od kawałka, który wszyscy znają, np. Red Hot Chilli Peppers: Outerside. Znajomy bit unosi się w powietrzu, człowiek dziko wyskakuje z krzesła, dobiega do dancing sceny a po 30 sekundach DJ puszcza bardzo szybkie techno, które brzmi mniej więcej tak: łup, łup, łup, łup.  I tak przez 6 minut. Kolejny znajomy kawałek i ten sam techno bit. Rączki do góry, rękawiczki na dłonie, gwizdki do ust i Panowie jaaaazdaaaaa. Muzyka była tam monotonna i z braku laku zamówiliśmy kolejną wódkę.

Po 5 minutach kelnerka przychodzi z inną wódką i smutnym głosem oznajmia, że nie ma już wódki, którą chcemy, jest inna ale dwa razy droższa. W tym samym momencie stolik obok nas siadają dziewczyny, które zamówiły dokładnie tą samą wódkę, którą chcieliśmy my. I o zgrozo, z lodem i zimną colą. Patrzę na Szczuba wzrokiem wyrażającym „what the fuck is goin on?”. Kelnerce odmawiamy dwa razy droższej wódki i z ciekawości udajemy się do baru. Kątem oka widzę, że przynajmniej Marcin dobrze się bawi, skacząc po scenie niczym dziki knur. Podbijam do baru, biorę MENU i pokazuję barmanowi palcem wódkę którą chcę. barman kiwa głową, że wódka którą chcemy jest… Tak się wkurzyłem, zresztą nie tylko ja,  że nie zamówiliśmy żadnej wódki, a kelnerka, która myślała, że nas naciągnie na droższą wódkę nie dostała napiwku, dostała za to środkowego palca, zupełnie za darmo.

Oburzeni zaczęliśmy się zbierać z imprezy. Zaczęliśmy tropić wzrokiem Marcina. Znaleźliśmy go szalejącego po scenie z drinkiem w ręce. W tym momencie z sufitu zaczęła wydobywać się piana, która pokrywała coraz większy obszar danceflooru. Popatrzyliśmy po sobie i na zakończenie imprezy wbiegliśmy na szybką techno piosenkę. Podczas szału i zabawy odnaleźliśmy Marcina, który właśnie układał wielkie afro na swojej głowie i  opuściliśmy lokal.

Czy to ptak ? Czy to samolot ? Nie, to człowiek koło

Czy to ptak ? Czy to samolot ? Nie, to człowiek koło

I takie małe podsumowanie. Akcja z naciągnięciem na wódkę w innych lokalach była przeprowadzana regularnie. Nie tylko przez kelnerki ale i przez barmanów. Jak wyczują, że nie mówisz po rosyjsku, to chcą Ci sprzedać najdroższą flaszkę. Nie daj się i jak tylko będziesz podejrzewał, że coś jest nie tak i ktoś chce Cię wyruchać na pieniądze proś o Menu- tam cena musi być podana.

Na innych imprezach też mieliśmy śmieszne perypetie. Pewnego razu wybraliśmy się na typową ukraińską imprezę. Namówiły nas do tego dwie Rosjanki, które mówiły po angielsku. Te dwie dziewczyny nie były zbyt urodziwe i do tego byli z nimi ich chłopacy Ale jak człowiek jest pijany to czasem mu wszystko jedno. Piliśmy razem przed klubem, rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Chyba bardziej o niczym bo raczej nic nowego ta rozmowa nie wniosła do mojego życia. Warto wspomnieć, że Marcin a.k.a Człowiek Koło jest wielkim fanem piłki nożnej. I  tych dwoje chudych chłopaków się o tym dowiedziało.  Wyniknęła z tego rozmowa o klubach piłkarskich. Marcin spytał jednego z nich której drużynie kibicuje. Młody chłopak ze śmiesznym kapeluszem kowbojskim na głowie, odpowiedział, że on nie kibicuje, on jest kibolem i jeździ na mecze. Zaciekawiony Marcin ciągnął go za język, chcąc dowiedzieć się na mecze której drużyny jeździ Rosjanin. Młody odpowiedział dumnie, że Spartak Moskwa. Był to raczej zły ruch z jego strony, ponieważ został ostro przez nas wyśmiany. Chłopak może być kibolem maksymalnie grając w FIFĘ na konsoli.

Marcin z groźnym kibicem Spartaku Moskwy

Marcin z groźnym kibicem Spartaku Moskwy

Alkohol się skończył więc udaliśmy się na imprezę, była ona lepsza od swojej techno poprzedniczki. Nie było żadnego szybkiego dum-dum-dum. Puszczane były normalne radiowe przeboje, różnicą było to, że co cztery lub pięć utworów puszczali wolną piosenkę. Tak jak kiedyś bawiliśmy się w podstawówce na dyskotece i nagle światła przygasały, podchodziło się do koleżanek i tańczyło się z nimi w parze na całej długości wyciągniętych rąk. Było tam dokładnie tak samo. Wspomnienia wróciły ale partnerek było brak, a te, które były, były pozajmowane. Co w takiej sytuacji może zrobić sześciu pijanych polskich chłopów?  Wbić na parkiet, przytulić się po koleżeńsku, niczym rugbiści robiący naradę przed kolejną rundą rozgrywki i wolno obracać się w kółko. Po 2  minutach, ludzie naszym zachowaniem mieli zryty beret, nasze Rosjanki uciekły do swoich pokoi, pewnie ze strachu zabiły drzwi deskami, a my wytoczyliśmy się klubu na ulicę kontynuując naszą wyprawę.

Krzychu wyraża swoje niezadowolenie, że nas próbowali w klubie naciągnąć na wódkę.

Krzychu wyraża swoje niezadowolenie, że nas próbowali w klubie naciągnąć na wódkę.

Warto jeszcze wspomnieć, że na sam koniec jeden z naszych, Tomek „As” przestworzy w amoku alkoholowym został zainspirowany niczym Stu, bohater filmu KacVegas i też zrobił sobie tatuaż.

Zdjęcie pierwsze przedstawia ulicznego artystę który przymierza się do zrobienia swojego największego życiowego dzieła na Tomka ramieniu.

Zdjęcie pierwsze przedstawia ulicznego artystę który przymierza się do zrobienia swojego największego życiowego dzieła na Tomka ramieniu.

Niestety nie wiem kim się wzorował podczas tworzenia tego dzieła. Podczas tatuowania Tomek wzbudził wielkie zainteresowanie, ponieważ ile osób pod wpływem impulsu daje sobie wytatuować na ramieniu wielkiego kutasa z henny? Są wakacje, nasz As się nie przejmował. Podchodząc do dziewczyn z kutasem na ramieniu i pytając czy mają ognia by odpalić fajkę wynikała zabawna sytuacja. Niektóre do końca nie były pewne czy nie są przypadkiem w jakieś ukrytej kamerze. Następnego dnia Tomek obudził się i żałował… mydło nie pomogło, a na plażę wypadało wyjść…

Tajemniczy tatuaż na Tomka ramieniu w pewnym momencie zwrócił uwagę wszystkich ludzi.

Tajemniczy tatuaż na Tomka ramieniu w pewnym momencie zwrócił uwagę wszystkich ludzi.

Drogie dziewczyny już wiecie, co Wasi faceci robią, jak jadą sami na wakacje

Od tamtej chwili każda laska leciała na Tomka :)

Od tamtej chwili każda laska leciała na Tomka 🙂

I na tym bym zakończył siódmą część historii „Świnie na Ukrainie”. W następnym rozdziale będzie co nieco o Bakczysaraju, Nowym Świecie i podróży powrotnej do Kijowa, oczywiście pociągiem i też plac kartą.

0

 likes / 0 Komentarze
Poleć ten post:

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec